poniedziałek, 24 lipca 2017

Białe koronki.

Dzień dobry!


Tym razem pora na temat trzeci Wakacyjnego Paznokciowego Projektu u Malinowej. Tematem są koronki i przyznam, że trochę byłam w kropce, bo naprawdę niewiele mam płytek czy naklejek z takim motywem. Dodatkowo, jest to w końcu WAKACYJNY projekt, więc chciałam, żeby koronki były białe - bo takie przecież głównie nosi się latem. 😉 W końcu jednak znalazłam odpowiedni wzór do odbicia na jednej z moich plastikowych płytek, a drugi (widoczny na małym palcu) stworzyłam za pomocą płytki KONAD m57


Za bazę posłużył mi lakier Golden Rose Matte Satin Nude 01, który, chociaż bardzo ładny, okropnie smuży. No ale, taki urok matowych pasteli.  Na nim wystemplowałam wzór, a całość zaczęła nasuwać mi na myśl staromodne,"babcine" koronki, często nadrukowywane na przykład na ceratach piknikowych. A skoro babcine, to postanowiłam do zdobienia dodać perełki - tak, dla urozmaicenia. Moim zdaniem wyszło całkiem udanie, a co najważniejsze, zdecydowanie letnio. 


 A wy jak myślicie? Zadanie wykonane? 😉

środa, 19 lipca 2017

Gwieździste niebo, czyli Wakacyjny Paznokciowy Projekt .

Dzień dobry!

Dzisiejszy post jest odpowiedzią na Wakacyjny Paznokciowy Projekt organizowany przez Malinową z bloga MALINOWAbeauty. Niestety informacja o tym, że Malinowa organizuje taką fajną zabawę dotarła do mnie z małym opóźnieniem, więc nie zdążyłam zmalować czegoś pasującego do pierwszego tematu. 😟 Na szczęście jednak w porę się obudziłam, i nie ominęło mnie zbyt wiele. Uff. 😉 (Swoją drogą, naprawdę polecam obejrzeć prace z pierwszego tematu, bo dziewczyny stworzyły prawdziwe cudeńka!) 


Tematem drugim jest "niebo" i dlatego niebo możecie dzisiaj na moich paznokciach zobaczyć. Chociaż z początku łącząc w głowie słowa "niebo" i "letnie", pomyślałam o takim kreskówkowym, błękitnym niebie z puchatymi, białymi chmurkami, to po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że to jednak nie to. Bo błękitne, słoneczne niebo widuję często i latem, i zimą. Ale to rozgwieżdżone, pełne życia, niesamowite i kosmiczne widywałam najczęściej właśnie w czasie wakacji, u babci, na odległej wsi, gdzie światła miasta nie rozpraszały niesamowitego widoku. I gdzie nie było "godziny policyjnej", więc nocne niebo można było faktycznie oglądać nocą. 😜


Galaxy nails robiłam już wcześniej kilka razy i szczerze przyznam, że jest to jedna z moich ulubionych metod. Jest dość szybka, daje oszałamiający efekt, a do tego nie wymaga precyzji - wręcz przeciwnie, im bardziej pójdziemy na żywioł, tym lepiej! (W końcu kosmos nie jest symetryczny przewidywalny.) Tutaj za bazę posłużył mi śliczny, ale z nieznanych mi przyczyn niedostępny w Polsce, lakier Essence Out Of Space Stories (05) Integalactic Adventure - prawdziwie kosmiczny granat ze złotym, zielonym, a momentami nawet fioletowym shimmerem. Następnie gąbeczkę do makijażu pocięłam na mniejsze fragmenty i, chwytając je pęsetą, dziabałam po paznokciach takimi kolorami, jakie akurat uznałam za pasujące. Biel, czerń, srebro, złoto, róż, fiolet, nawet zieleń... Każdy "kosmiczny" odcień będzie dobry do stworzenia waszej własnej, prywatnej galaktyki. 😉 (Warto pamiętać jedynie o tym, że biel uwypukla, a czerń dodaje głębi, więc aby uzyskać efekt trójwymiaru, czarny kolor musimy dodać "na zewnątrz" bieli.) Do tego gwiazdy - wystarczy zrobić kilka kropeczek wykałaczką i taa-daa! Gotowe. 


I co myślicie o przedstawieniu letniego nieba w galaxy nails? 😊

piątek, 14 lipca 2017

Marble nails, czyli marmurki.

Dzień dobry!

Marble nails od dłuższego czasu zdobywają szczyty popularności, a na instagramie, pintereście, czy youtube można znaleźć dosłownie setki tutoriali, które pokażą nam, w jaki sposób możemy osiągnąć ten "efekt marmuru". W końcu i mnie skusiła ta moda, i postanowiłam po raz pierwszy poeksperymentować z marmurkami. Wybrałam metodę z użyciem farbki akrylowej, bo, szczerze przyznam, nigdy też jej nie używałam, i uznałam, że czas najwyższy się z nią zapoznać! 😉 


Najpierw na białej bazie zwiniętą w kulkę folią spożywczą zrobiłam "ciapki". Następnie cienkim pędzelkiem domalowałam marmurkowe żyłki, rozcieńczając farbkę wodą żeby uzyskać lekko rozmazany, naturalny efekt. Nie wiedzieć czemu z marmurem najbardziej kojarzy mi się kolor bladoróżowy , więc pozostałe paznokcie pomalowałam moim najnowszym nabytkiem: Catrice Iconails 29 Donut Worry Be Happy!. To dość uniwersalny, pastelowy róż, ładnie podkreślający opaleniznę. Co do nakładania... Hmm, nowe formuły Catrice jak dotąd mnie oczarowały - są gładkie, kremowe, i faktycznie wystarcza im jedna warstwa. Donut Worry... wyróżnia się na ich tle, niestety, negatywnie. Pierwsza warstwa okropnie smużyła (a w teorii to przecież jednowarstwowce!), a sam lakier jest dziwnie gęsty. Nie wykluczam jednak, że to po prostu wina jakichś ciekawskich rączek, które otworzyły lakier w drogerii. 😕 Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym na tym różu poprzestała, więc dla błysku dorzuciłam warstwę Essence The Gel 04 Our Sweetest Day. To typowy, jasnoróżowy shimmer, pasujący do większości zdobień, a jednocześnie na tyle dyskretny, że nadaje się do spokojnych, "biurowych" mani. 



I co myślicie o mojej próbie?  😊

niedziela, 9 lipca 2017

Holograficzny beż.

Dzień dobry!


Mają wszyscy - mam i ja! 😊 Mowa oczywiście o lakierze Golden Rose Holographic, których seria zrobiła furorę w internecie. Przyznam szczerze, że nie jestem jakimś ogromnym fanem "klasycznego" srebrnego efektu holo i Golden Rose kupiło mnie głównie tym, że oferowało dość bogaty jak na polski rynek wybór kolorów. Koniec końców padło na beżowy numer 02, który zachwycił mnie tym właśnie, że w cieniu wydaje się być dość niepozornym, może trochę metalicznym beżem. Za to w słońcu... WOW.


Słońca w ogóle ostatnio brakuje na Pomorzu, więc niestety, zabrakło go i na zdjeciach, ale starałam się, jak mogłam, żeby uchwycić ten cudowny efekt holograficznej tęczy. O samych lakierach nie będę się rozpisywać, bo w świecie lakieromaniaczek wszystko już chyba na ich temat powiedziano. 😉 Kosztują 19.90 w sklepach GR i w sklepie internetowym, a buteleczka jest dość spora (tego samego kształtu i pojemności co seria Ice Chic), więc cenowo prezentują się naprawdę korzystnie. Nakładają się przyjemnie, nie robią smug, a dwie warstwy dają przyzwoite krycie. Wybredni mogą jednak potrzebować i trzeciej, bo po dwóch dociekliwe oko może dopatrzeć się prześwitujących końcówek. 


Oczywiście sam holograficzny mani wydał mi się zbyt nudny. 😜 Jako akcent dodałam więc samodzielnie wykonane naklejki w kształcie gwiazdek. Po prostu czarnym, błyszczącym lakierem namalowałam prostokąt na macie silikonowej, a gdy dobrze wysechł, ozdobnym dziurkaczem wycięłam z niego motyw gwiazdek.


I jak wam się podoba? 😉

wtorek, 4 lipca 2017

Żarówiasty aztec chevron.

Dzień dobry!

Tym razem zaserwuję trochę odpoczynku od cukierkowych klimatów, ale pozostaniemy w energetyzujących letnich kolorach. 😉 Neonowa żółć w odcieniu kamizelek BHP nie jest moje moim najukochańszym kolorem, ale bardzo jej połączenie z czarno-białymi, geometrycznymi wzorami. Neon, który widzicie w dzisiejszym mani to Golden Rose Ice Chic 306, i - jak chyba każdego koloru z tej serii - nakładanie go to przyjemność. Z dodatkiem białej bazy kryje w pełni w dwóch warstwach i naprawdę "daje po gałach" jak należy. Wydaje mi się, że na zdjęciach dobrze widać, jaką ma moc. 😜


Palce środkowy i serdeczny to stemplowe "naklejki" wykonane z użyciem płytki goszczącej również w poprzednim poście BP-L048 (nie żartowałam mówiąc, że ją uwielbiam!). Czarnym lakierem dobiłam na macie silikonowej wzór, wypełniłam co drugi pasek neonowym lakierem i pociągnęłam całość lakierem bezbarwnym. Po wyschnięciu ostrożnie nakleiłam na białą bazę, oczyściłam skórki, i zabezpieczyłam warstwą topu. Mani nosiło mi się dość przyjemnie i planuję kiedyś wrócić do tego designu, może tym razem z innymi kolorami...? 


Co myślicie? 😊

czwartek, 29 czerwca 2017

Złoto i róż.

Dzień Dobry!


Róż i już. 😜 Nie ma chyba koloru, który lubiłabym na paznokciach bardziej. Jednym z moich letnich ulubieńców jeśli chodzi o "różowy efekt WOW!" jest lakier z (od niedawna już nieistniejącej) serii Catrice Crushed Crystals. Ma on nazwę Call Me Princess i, szczerze mówiąc, to mówi wszystko. To prześliczny, brokatowy, złoty róż. Nie przypomina jednak tak modnego ostatnio koloru rose gold (który, tak nawiasem, kompletnie mi się nie podoba), a raczej opalizujący na złoto, rozświetlający róż do policzków.  Lakier ma piaskową, chropowatą teksturę, która jest na tyle mocna, że pozostaje nieco wyczuwalna pod jedną warstwą topu. Kryje po dwóch warstwach, wysycha bardzo szybko (jak chyba wszystkie "piaski"), i daje iście królewski blask. Starałam się go uchwycić na zdjęciach, ale, jak to bywa, pełną moc osiąga dopiero w intensywnym słońcu bądź sztucznym świetle. 


 I chociaż wspomniałam wcześniej, że Call Me Princess to mój ulubieniec, to jednak używam go rzadko, jak z resztą wszystkich brokatowych lakierów. Doświadczone lakieromaniaczki domyślą się dlaczego. Tak, tak, zmywanie go to typowy brokatowy koszmar. Nawet metoda "na folię" zajmuje wieki. No ale, czego się nie robi, dla efektownego mani. 😉 



 Pozostałe paznokcie pomalowałam lakierem My Secret Chalky Matt Pink, który, chociaż matowy, jakoś wolę w wersji pokrytej topem. Złote (i jeden różowy) stemple pochodzą z płytki Born Pretty BP-L048, którą mam od niedawna, ale już zdążyłam pokochać całym sercem. 💗 Jest prześliczna i świetnie odbija wzory. 



I jak wam się podoba?  😉

sobota, 24 czerwca 2017

GUM+ preparat do zabezpieczania skórek, czyli bubel do kwadratu!

Dzień Dobry!


W przerwie między nowymi mani przychodzę do was z krótką notką-niepolecanką. Zauważywszy mój kurczący się zapas lateksu do skórek Born Pretty, postanowiłam zamówić "na próbę" coś nieco łatwiej dostępnego, na co nie trzeba będzie czekać miesiąca z hakiem, i co, być może, wyjdzie mnie korzystniej cenowo. Zasiadłam do Allegro, i spośród mnóstwa produktów typu peel off  padło na preparat GUM+. Przyznaję, skusiło mnie m. in. profesjonalnie wyglądające opakowanie, które dawało nadzieję, że nie jest to przelewany gdzieś w domowej kuchni klej wikol (albo coś gorszego! 😨), ale "sprawdziłam" też produkt w googlach. Samych opinii na jego temat znalazłam niewiele, ale te, z którymi udało mi się zapoznać, nie zapowiadały wcale tego koszmarku. Produkt ma w ofercie wielu sprzedawców, a ceny wahają się (za tę konkretną buteleczkę zapłaciłam 10 zł, ale widziałam i tańsze, i droższe), więc nie będę linkować konkretnego sklepu, chodzi przecież nie o winę sprzedawcy, a producenta. Przedstawiam tylko zdjęcie:


Produkt ma biały kolor, średnio gęstą konsystencję i, powiem szczerze, początkowo nic nie zapowiadało dramatu. 😒 Nałożyłam maź na skórki, odczekałam standardowy czas, który potrzebny jest lateksowi z Born Pretty (niecała minuta zazwyczaj), i... I nic. Pomyślałam - okej, minuta to w sumie nie za długo, poczekam dwie... W końcu skończyło się na prawie pięciu (!!!) a i tak produkt nie był do końca wyschnięty. Po prostu straciłam  cierpliwość. Zmyłam co nie zaschło i zeskrobałam resztki, zaczynając od nowa, tym razem bardzo cienką warstwą, logicznie zakładając, że mniej produktu=mniej do schnięcia=krótsze schnięcie. No ale w przypadku GUM+ prawa logiki najwyraźniej nie działają. Po trzech minutach na palcach nadal miałam mokre plamy. 

Zacisnęłam jednak zęby, myśląc, że może faktycznie warto poczekać, może ściąga się tak dobrze, że wynagradza to koszmarne schnięcie...? Hahahaha! Odpowiedź brzmi - NIE. Nie wiem czym jest GUM+, ale na pewno nie gumą, ani nie lateksem. Zaschnięty preparat rwie się na kawałki, roluje w mikroskopijne, przyklejające się do wszystkiego wałeczki (podobne do wiórków z gumkowania ołówka), a tam, gdzie uda się go zerwać we w miarę jednym kawałku i tak zostaje go masa przy skórkach. Normalnie "włazi" w eponychium i wały okołopaznokciowe tak, że można go wydłubać tylko ostro zakończonym patyczkiem! Brr. Owszem, przy lateksie BP czasem zdarzało mi się, że jakiś mikroskopijny fragmencik "utknął" i trzeba go było wydłubać pęsetą bądź patyczkiem, ale były to rzadkie przypadki na jednym, góra dwóch paznokciach na raz. Tutaj można śmiało uznać to za standard.

No właśnie, standard. Bo musicie wiedzieć, że chcąc dać produktowi szansę przeprowadziłam kilka kolejnych prób. Ale każda z nich wyglądała, niestety, tak samo. 😠 Podsumowując - nie polecam tego produktu, a nawet ostrzegam przed nim. Bubel do kwadratu i naciągactwo, ewidentnie ktoś próbuje zarobić "na fali" na preparaty do ochrony skórek. 

środa, 21 czerwca 2017

Plażowo.

Dzień dobry!

Ten wpis będzie kolejnym z serii "nie moich rąk". 😉 Tym razem prezentuję mani które wykonałam na paznokciach mojej mamy.  Jest to dla mnie zawsze trochę wyzwaniem, bo mama nosi krótkie albo bardzo krótkie paznokcie, i ma bardzo suche skórki (a to akurat u nas rodzinne... 😒) które natychmiast "łapią" kolor tak, że nawet pędzelek z acetonem nie daje rady. Ale raz na jakiś czas udaje mi się mimo to wyczarować jakieś cudo, i tak oto prezentuję wam to letnio-wakacyjne, nadmorskie mani. 


Za bazę posłużył mi beżowy lakier Golden Rose Express Dry 17, na który nałożyłam turkusowy gradient lakierem ze starszej wersji Sensique Strong&Trendy Nails 162. Z tego co widzę, w odnowionej palecie Sensique Color numerek lakieru pozostał ten sam, dodano mu tylko nazwę Marine. (Nawiasem mówiąc, bardzo lubię kiedy lakiery mają nazwy, a nie tylko numerki... Też tak macie?) Palmę odstemplowałam z jednej z moich plastikowych płytek no-name - cały wzór miał jeszcze biegnący przez środek napis "California", ale usunęłam go ze stempla taśmą klejącą, bo nie pasował mi do koncepcji. 😉 Mewy i muszelka pochodzą z płytki Harunota-11, która zawiera piętnaście pojedynczych, morsko-plażowych wzorów. Na to top, i gotowe! 


 Powiem szczerze, że to mani bardzo mi się podoba, i zastanawiam się, czy nie "skopiować" go i na sobie. 😜 Jak myślicie...?

piątek, 16 czerwca 2017

Neonowo!

Dzień dobry!


Dzisiaj przychodzę z dawką energii pod postacią neonowego gradientu! Poprzednie mani było bardziej wiosenne, niż letnie, więc teraz postawiłam na coś naprawdę przywołującego słońce. Mam nadzieję, że zadziała, bo od paru dni jest raczej pochmurno, a ja chcę w końcu wybrać się na plażę! 😉


Jako bazę, dla podbicia kolorów neonów, nałożyłam białą emalię, a potem wykonałam gradient lakierami China Glaze Grass is Lime Greener, Golden Rose Ice Chic 306, oraz dwoma nieponumerowanymi lakierami Pablotego wpisu. Atomówkowe serca odbiłam białym lakierem z płytki BP-11 która ma świetne, geometryczne wzory, w sam raz do takich właśnie szalonych, letnich mani. Zabezpieczyłam całość topem Sally Hansen Insta Dri, który niestety zgęstniał mi już totalnie, i przez to rozmazał trochę wzór. Ale proszę się temu zbyt wnikliwie nie przyglądać. 😜



Bawiłam się trochę ustawieniami aparatu, a potem nawet programem to obróbki zdjęć, żeby jakoś uchwycić jak bardzo "dają po oczach" te pazurki, ale już chyba taka klątwa neonów - nie da się oddać ich piękna na zdjęciu. 😉 I jak wam się podoba?

niedziela, 11 czerwca 2017

Watercolor - akwarelowe kwiatki.

Dzień dobry!


Już od jakiegoś czasu miałam ochotę na wypróbowanie metody watercolor na paznokciach. W internecie można znaleźć mnóstwo tutoriali i technik, które pozwolą nam osiągnąć ten bardzo wiosenny i lekki efekt obrazka-akwareli, a samo zdobienie, chociaż wydawać by się mogło skomplikowane, wcale takie nie jest. W skrócie, chodzi o to, by obrazek, który mamy na paznokciu rozmyć za pomocą alkoholu tak, by przypominał rozwodnioną farbkę. Ale zaraz! - powiecie - Jak to alkoholem? Rozmyć lakier?! Otóż tu kryje się cała tajemnica - nie lakier, a marker. A konkretnie marker typu permanentnego, który ładnie "schodzi" pod wpływem alkoholu. Sprawdziłam, i niestety, typowe mazaki do kolorowania, przeznaczone również dla dzieci, a więc "non toxic" nie nadają się do tego typu zdobień. 😞 Najlepsze są faktycznie szeroko polecane na zagranicznych kanałach czy bloga markery Sharpie. W Polsce stacjonarny dostęp do nich jest co prawda nieco ograniczony, ale bywają w dobrych sklepach papierniczych, Empiku, czy niektórych wielkich supermarketach. Zawsze też można zamówić je przez internet. Ja na szczęście posiadałam akurat odpowiednio wiosenne kolory (różowy, turkusowy, i fioletowy), więc mogłam od razu przystąpić do dzieła. 😉 


Technik, jak już mówiłam, jest wiele. Niektórzy "mażą" markerem po kawałku plastiku lub folii aluminiowej i zanurzonym w alkoholu pędzelkiem tworzą farbkę, którą później malują na paznokciu. Inni malują wzór od razu na paznokciu i dopiero już stworzony rozmywają pędzelkiem. Jeszcze inni maczają mazak w kropli alkoholu, żeby uwolnił pigment. Osobiście stwierdziłam, że najlepsza jest metoda pierwsza, ponieważ pozwala stopniować natężenie koloru, i swobodnie mieszać odcienie. Druga na moich paznokciach była kompletnym niewypałem - namalowany na lakierze wzór ani myślał "ruszyć się" i rozwodnić. Być może to kwestia tego, że metoda jest polecana raczej na amerykańskich blogach, a sprzedawany w USA spirytus kosmetyczny ma dużo większe stężenie alkoholu niż ten polski, (bo aż 91%)? Za to ostatnia, wydaje mi się, może łatwo zniszczyć nasze markery, więc na nią się nie porywałam. 


Po rozmieszaniu farbki po prostu puściłam wodze fantazji. I chociaż kompletnie nie umiem malować wzorów "z ręki", więc w międzyczasie ze dwa razy musiałam zmyć któryś średnio udany paznokieć, to ogólnie malowało mi się bardzo miło i efekt ogromnie mi się podoba. 😉 Na pozostałych paznokciach widzicie lakier Hean I love Hean 879, który niestety jest kolejnym koszmarkiem pędzelkowym. Chyba na dobre zraziłam się do tej marki. 😒 No ale, to nie ten lakier jest tutaj najważniejszy! 


I jak wam się podoba? Będziecie wypróbowywać tę metodę? 

wtorek, 6 czerwca 2017

Cztery Pory Roku - skoncentrowane masło do skórek i paznokci, z wit. E i masłem Shea.

Dzień dobry!

Dzisiaj wyjątkowo, nie pokazuję nowego mani, a kosmetyk, który chodził za mną od jakiegoś czasu, prosząc się o wypróbowanie. Jak chyba każda lakieromaniaczka mam też hopla na punkcie produktów do nawilżania paznokci. Chociaż staram się tę pasję ograniczać do jednego produktu na raz (bo samodzielnie mieszany olejek się przecież nie liczny, prawda? 😉), czasem coś tak bardzo wpadnie w oko, że nie ma zmiłuj. Tak więc przy okazji ostatniej wizyty w Rossmannie, chwyciłam skoncentrowane masło do skórek i paznokci, z wit. E i masłem Shea marki Cztery Pory Roku


Przyznam, że moje doświadczenia z kremami do rąk Cztery Pory Roku nie były zbyt zachęcające. Nie wiem, czy to kwestia braku szczęścia, czy specyfiki marki, ale wszystkie, które miałam okazję wypróbować były niewchłanialnymi, śliskimi koszmarkami. Na szczęście z masłem do skórek jest inaczej! 😊 Pierwsze co zaskoczyło mnie po otwarciu opakowania było to, że "masło" wcale nie jest masłem, a bardziej kremem. Produkt ma konsystencję kremu do twarzy, i to mało treściwego. Jest to dość niezwykłe jak na produkt do paznokci - zazwyczaj są one całkiem oleiste, albo tłusto-wazelinowate. Nietypowa konsystencja w żadnym razie nie jest jednak wadą! Masełko wchłania się szybko, i już po chwili można korzystać z komputera, czytać, czy wykonywać inne czynności bbez obawy, że obtłuścimy wszystko dookoła. Dla kogoś, kto tak jak ja, nie lubi siedzieć bezczynnie i prawie zawsze ma czymś zajęte ręce - idealnie. 😉


"Masło" wchłania się więc bardzo szybko, ale czy nawilża...? Cóż... jest przyzwoite. Skórki są ładnie zmiękczone, można je nawet odsunąć patyczkiem, skóra wokół paznokcia nabiera gładkości. Słowem - poprawny produkt. Nie użyłabym go pewnie jako podstawy "terapii" dla bardzo wysuszonych i kruchych paznokci, ale jako wspomagacz jak najbardziej. Bardzo dobrze sprawdzi się mim zdaniem do zwykłej, codziennej pielęgnacji. Szybkie wchłanianie to ogromny plus, więc ogółem, w skali 1-5, oceniłabym je na 4. 


Planujecie kupić? A może już używacie? 😊

czwartek, 1 czerwca 2017

Bling-bling! 💍

Dzień dobry!

Jak widać róż mi się jeszcze nie znudził. 😜 Jestem wielką fanką róży i fioletów na paznokciach, co zdecydowanie da się zauważyć zaglądając do mojego lakierowego pudełka: ponad połowa buteleczek to różne odcienie tych właśnie kolorów. A że wiosna sprzyja intensywnym kolorom, postawiłam na energetyzujący, prawie-neonowy lakier Bell z wycofanej już wieki temu kolekcji Air Flow Lotus Effect. Lakier, mimo że ma już kilka lat, trzyma się świetnie, a że jest jednym z moich ulubionych, zastanawiałam się co zrobię, jak mi się ta buteleczka w końcu zużyje. 😨 Na szczęście przypadkiem znalazłam prawie idealny odpowiednik tego koloru w serii I love Hean #877 Fresh raspberry!


Żeby nie było nudno, i żeby coś się błyszczało, paznokieć serdecznego palca ozdobiłam ułożonymi w łuk przy skórkach cyrkoniami, kupionymi za grosze gdzieś na Aliexpress. Bardzo miło mi się ten mani nosiło, chociaż cyrkonie sprawiły brzydką niespodziankę i już na drugi dzień odpadły w jednym miejscu. A że opadnięte cyrkonie na paznokciach świadczą w mojej opinii o baaardzo złym guście właścicielki (A tak w temacie cyrkonii, pamiętacie jeszcze modę na megadługie tipsiory z obowiązkowym kwadratowym frenczem i cyrkoniami? 😁 Sama takie nosiłam!), to  potraktowałam je odrobinką kleju do tipsów, i grzecznie siedziały aż do zmycia.


A wam jak się podoba? 😊

sobota, 27 maja 2017

Różowe... pajęczynki?

Dzień dobry!


Przyszło sprzątanie i moje paznokcie, mimo moich ostatnich starań wciąż dość kruche, postanowiły nie czekać na moją decyzję, i skrócić się same. 😁 Kciuk poleciał tak, że zostało go tylko jakieś dwa milimetry poza opuszek, więc nie było rady - trzeba było spiłować resztę. Ale nie pogrążam się w rozpaczy, bo, szczerze mówiąc, ja nawet lubię krótkie paznokcie. Tylko że po pierwsze, na długich jednak można więcej wyczarować, a po drugie - zazwyczaj jak już zapuszczę, to żal mi trochę je piłować. 😉 No więc kwestia rozwiązała się sama, a ja prezentuję... No właśnie sama nie wiem co. 

Macie takie dni, że czego by się nie zmalowało, zawsze coś jest nie tak? Na pewno. No i to był jeden z takich mani. Lakier bazowy, jeden z moich ulubionych, Golden Rose Express Dry 21, tak się zglucił, że była to, niestety, moja ostatnia współpraca z tą buteleczką. Pewnie kupię kiedyś kolejną, ale ta poleciała do kosza. I tak trwałość miał zdumiewającą, bo był ze mną kilka długich lat. Na to położyłam warstewkę tego lakieru Smart Girls Get More. To bardzo ładny różowy jelly z odbijającym światło, złotym glitterem. Niestety - schnie jakiś milion lat! Przezornie położyłam cienką warstwę (glitteru jest dużo, więc nie trzeba "łowić" albo sięgać po gąbeczkę), ale i tak czekałam bardzo długo, żeby móc przybić stempel. No i wszystkie drobinki oraz ten "żelkowy" efekt kompletnie znikły na zdjęciu! 😠 


Nie mogłam się też zdecydować, czym ozdobić mani, i po nieudanej próbie z naklejkami z "chińczyka", które rwały się, rozwarstwiały, i zostawiały klej na paznokciu, postawiłam na stemple. Padło na kolejny już wzór z moich plastikowych płytek, przypominający trochę rozetę witrażu, a trochę pajęczynę. Stąd moje wahanie w tytule, bo w sumie sama nie wiem, co to jest. 😊 Stemplowałam opisywanym kiedyś na blogu neonoworóżowym lakierem Pablo, który spisał się w tej roli zdumiewająco dobrze. 


 Mimo trudności i braku "tego czegoś" nosiło mi się ten mani całkiem nieźle. Chociaż zdjęcia, jak mówiłam, tego nie oddają, to glitterowa baza i neonowy róż dawały w słońcu naprawdę energetyzujące i wiosenne połączenie! Tego typu mani po prostu muszą mieć słońce, piasek, i szum morza do kompletu! 😉

poniedziałek, 22 maja 2017

Dżungla

Dzień dobry!

Pogoda, po tym fatalnym początku maja, w końcu postanowiła nas porozpieszczać.🌞Jestem istotą zdecydowanie ciepłolubną, moje ulubione temperatury zaczynają się od 25 stopni w górę i śmiało mogę powiedzieć, że nikt nigdy nie usłyszał mnie narzekającej na upał.😁 Idąc tym gorącym, parnym, ale w końcu przecież jeszcze nie całkiem letnim, tropem, postanowiłam przełamać moją niechęć do zieleni i stworzyć na paznokciach prawdziwą dżunglę!


Za bazę posłużył mi lakier Miss Sporty Gel Shine 560 Walk in a green park, i jak do niemal każdego lakieru Miss Sporty - nie mam żadnych zastrzeżeń. Dobre krycie, gładka formuła, przyjemny i wygodny pędzelek... Schnie też bardzo przyzwoicie. To są po prostu bardzo dobre lakiery za dobrą cenę i nie ma co się rozpisywać. 😉 Jeśli kogoś jakimś cudem jeszcze ominęły, to polecam od razu wypróbować. 


Na zielonej bazie zrobiłam podwójne stemplowanie - złote liście na małym i środkowym palcu (oraz kciuku którego nie widać) pochodzą z używanej już przeze mnie przy tym manicure płytki BPX-L018, za to te na serdecznym z jednej z jednej z recenzowanych przeze mnie plastikowych płytek. Na tym tle odbiłam "plemienną" maskę i motyw z płytki BP-L048. Bardzo byłam zadowolona z tego mani, i na pewno jeszcze kiedyś wezmę się za podwójne stemplowanie (a może i za potrójne nawet!).

A wam jak się podoba? 😊

PS. Nareszcie doszłam do ładu z kontami Bloggera! Kiedy zakładałam bloga w jakiś sposób uniemożliwiło mi się obserwowanie blogów, i, z tego co zdążyłam zauważyć, obserwowanie mnie też. Na szczęście udało mi się to naprawić, więc gdyby ktoś miał ochotę kliknąć "Obserwuj" to oczywiście serdecznie zapraszam. 😊

wtorek, 16 maja 2017

Bajkowe pastele.

Dzień dobry!

Dzisiaj prezentuję, po małej przerwie, własne paznokcie. 😊 Miałam ochotę na coś delikatnego, trochę "nieziemskiego", ale jednocześnie przyciągającego wzrok. Postanowiłam więc na pastelowe stemple na mlecznej bazie i błyszczące, opalizujące flejksy. Od razu mówię, że fotki mogą być ciut niewyraźne, ale tylko tak udało mi się uchwycić ten piękny efekt tęczy. 💕


Stemple odbiłam z "mandalowej" płytki BP-L051, przeróżnymi kolorami, których nazwy, niestety, zapomniałam sobie zapisać. Były to jednak na pewno lakiery ze wspomnianej już wielokrotnie "kostki" Hean i kilka kolorów Golden Rose. Do tego na wzór nakładałam po dwa kolory, tak żeby w efekcie, po przeciągnięciu scraperem utworzył się gradient. Chociaż początkowo byłam zła, że efekt jest tak subtelny i w sumie mało widoczny, ale po dodaniu flejksów całość nabrała takiego bajkowego i ulotnego charakteru, który bardzo mi się spodobał.


A wy co myślicie? 😉

sobota, 6 maja 2017

Beżowe róże.

Dzień dobry!


Tak właściwie, to nie beżowe, a białe, ale na beżowym tle. 😉I wyjątkowo nie na moich paznokciach, a koleżanki, której obiecałam mani już dawno temu i nareszcie miałam okazję tę obietnicę spełnić. Zdobienie jest moim zdaniem, na tyle oryginalne, żeby nie było nudne, ale jednocześnie stonowane i eleganckie. Jako bazę zastosowałam gradient z bieli i beżu Golden Rose Matte Satin Nude 01. Bardzo ładny kolor w dobrej cenie, ale (jak chyba wszystkie matowe nudziaki), zostawia smugi i prześwity, więc trzeba nim sprawnie operować.


Na gradiencie odbiłam wzór róż z płytki BP-73, zabezpieczyłam wszystko topem Sally Hansen Insta Dri i gotowe. Stemple na gradiencie to jednak jest trochę roboty, ale efekt na tyle mi się podoba, że jest to jeden z moich ulubionych sposobów zdobienia. 


I jak wam się podoba? 😊

poniedziałek, 1 maja 2017

Plastikowa płytka za 3 zł!

Dzień dobry!


Dzisiaj przychodzę do was nietypowo, bo nie ze zdobieniem, a z recenzją cudaka znalezionego podczas zakupów w tzw. "chińczyku". Wiecie - to te sklepy, do których się idzie, jak nie ma się czasu czekać na przesyłkę z AliExpress. 😉 Zaszłam po pilniczek, patrzę, a przy płytkach wiszą jakieś niebieskie cosie. Podeszłam bliżej, obejrzałam - płytki! Ale plastikowe! Najpierw pomyślałam, że to pewnie jakiś bubel, ale trzy złote to w końcu nie majątek, wzory były ładne... Uznałam że co mi tam, gdyby nawet, to wiele nie stracę. I kupiłam.

Płytka jeszcze w "oryginalnym" opakowaniu.

Po powrocie do domu wklepałam w google "plastic stamping plate" i wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, okazało się że plastikowa płytka, to nie jakiś nowy chiński wynalazek, a dość powszechna rzecz. Człowiek myśli, że w miarę te paznokciowe sprawy ogarnia, a tu proszę... 😉 Obejrzałam parę filmików na YT, stwierdziłam że technika niczym się nie różni, i przystąpiłam do eksperymentów na własną rękę.

Część wzorków.

I teraz pytanie najważniejsze. Czy to w ogóle działa?

... TAK! 

Sama byłam zaskoczona tym, jak pięknie i gładko wzory nabierały się na stempel, i jak ładnie przechodziły na kartkę. Każdy szczegół był widoczny, nic nie zostawało na płytce. No normalnie - ideał. I to wszystko za cenę gumy do żucia! 😃 Poniżej macie odbite wszystkie wzory. Użyłam złotego lakieru Wonder Metals od Miss Sporty, bo wiem, że świetnie stempluje, a chciałam z mojego testowania wyeliminować ewentualną "winę" lakieru. (Braki w kółeczkach na końcu drugiego rzędu to moja wina - za długo czekałam przed odbiciem wzoru.)




Oczywiście na drugi dzień poleciałam, i kupiłam wszystkie inne dostępne wzory. No bo dajcie spokój... trzy złote? Jak za darmo! 😃

środa, 26 kwietnia 2017

Matowe nude

 Dzień dobry!


Szczerze mówiąc, to nie przepadam za matowym wykończeniem w manicure. Czasami jednak naoglądam się cudzych prac i poczuję się zainspirowana, żeby zrobić matowy mani. 😉 Jako bazy w tym przypadku użyłam lakieru Rimmel 60 Seconds 500 Caramel Cupkake. To przyjemny, nudziakowy beż, w buteleczce lekko opalizujący. Na paznokciu, szczególnie po zmatowieniu, efekt ginie, zostawiając kremowy kolor.


No, może z tym kremowym to zaszalałam, bo lakier paskudnie smuży. Druga warstwa niby wszystko wyrównuje, ale jednak potrzeba do tego sprawnej ręki - nie polecam amatorom. 😉 Wiem też, że to raczej specyfika tego koloru, niż całej serii, bo pozostałe kolory jakie posiadam nie stwarzają takich problemów. Liściaste zawijasy odbiłam z płytki BPX-L018 która od razu skradła moje serce tym właśnie wzorem. 💗 Całość zmatowiłam topem Lovely (Matte Top Coat)


Co myślicie? 😊

piątek, 21 kwietnia 2017

Essie - Watermelon

Dzień dobry!


Miałam na ochotę ponosić na paznokciach kolor, który bardzo lubię, a o którym ostatnimi czasu trochę zapomniałam. Mowa o Essie Watermelon, który w niektórych zakątkach internetu stał się już niemal kultowy. Sam kolor nie jest jakiś szalenie zaskakujący - to przyjemny róż, w cieniu podpadający pod malinę, a w letnim słońcu faktycznie przypominający soczystego arbuza. Przypuszczam, że dość łatwo dało by się znaleźć jego odpowiednik wśród tańszych lakierów. Z resztą, tak się sprawy mają z większością "essiaków" - ich paleta nie zalicza się do zaskakujących i nietypowych. Jednak moim zdaniem to nie w tym tkwi siła tej marki, a w formułach.

Bo są ge-nial-ne. Każdy z kolorów Essie który miałam do tej pory przyjemnośćnakładać, był idealnie kremowy, kryjący już po jednej warstwie (dwie to naprawdę opcja dla wybrednych) i miał przyjemny pędzelek. Watermelon nie jest wyjątkiem, malowanie nim to czysty relaks. Ale, oczywiście, noszenie jednolitych paznokci to już nie dla mnie... 😊 Ożywiłam więc całość używając mojej, nieco zapomnianej, kolekcji naklejek wodnych. Różową mandalę nakleiłam na białą bazę, i zabezpieczyłam topem. 


Z wiadomości niepaznokciowych: mój telefon jest świetny, ale najlepszy telefon nie wygra z aparatem, więc zdecydowałam się na kupno jakiegoś sensownego sprzętu. Dzięki temu, mam nadzieję, będzie widać poprawę w jakości zdjęć na blogu. No i nareszcie mogę wam pokazać DETAL. 😃

Taaa-daaa! 😁

I co myślicie? 

niedziela, 16 kwietnia 2017

Pastelowy fiolet.

Dzień dobry!


Ech... Przyszedł ten czas, że końcówki moich paznokci wyglądały jak nieszczęście więc w myśl zasady że lepiej zapobiegać, niż leczyć, postanowiłam spiłować je na nieco krócej. Co prawda krótsze paznokcie też mają swój urok i, gdyby się tak nad tym zastanowić, to wolę taką bardziej "użytkową" długość, niż wiecznie wchodzące mi w drogę szpony, ale co zrobić... żal trochę jest. 😞

Na pocieszenie postanowiłam zrobić mani który od dawna chodził mi po głowie, ale jakoś brakowało mi inspiracji, a mianowicie z użyciem naklejek-szablonów. Kupiłam kilka sztuk jakiś czas temu na Aliexpress, tak na próbę, no i leżały, kurząc się, aż do teraz.


Postawiłam na jeden akcentowany paznokieć, bo nigdy wcześniej nie pracowałam z takimi naklejkami i nie wiedziałam, czy starczy mi zapału na całe dziesięć paznokci. 😉W sumie nawet wolę taki jeden rzucający się w oczy element, niż całą dłoń "we wzorek". Bazą na pozostałych paznokciach jest lakier Hean 878 Moutain crocus ze wspomnianej już wcześniej na blogu pastelowej "kostki". Niestety, ten kolor mnie rozczarował. A właściwie nie tyle kolor, co sam pędzelek. Okropny, sztywny, wykonany z jakiegoś białego, twardego plastiku... Miałam wrażenie że maluję paznokcie patyczkiem do lodów, ale nie pędzlem. Jakoś udało mi się dobrnąć do końca, ale przyznaję, poleciały słowa nieparlamentarne. Jak można do tak ładnego, i w gruncie rzeczy dobrego jakościowo, lakieru, dawać tak okropny pędzelek? 

Pomalowane paznokcie pociągnęłam cudnym fioletowym shimmerem marki własnej SuperPharm Life z serii Trendy Colour, nr 143. Zdjęcia niestety nie oddają jego uroku (w dodatku było pochmurno) ale tworzy coś w rodzaju grubo wtartego pyłku-syrenki. Zauroczył mnie i na pewno będę go jeszcze używać. 



Na paznokciu palca serdecznego na białą bazę (idealnie wyschniętą!) nakleiłam naklejkę-szablon i wykonałam gradient lakierami  Hean 878 Moutain crocus oraz moimi ulubionymi różami Golden Rose: numerem WOW! nr 20 i Express Dry 21.


Jak wam się podoba? 😊

wtorek, 11 kwietnia 2017

Truskawkowe złotka!

Dzień dobry!


Dzisiaj chcę wam pokazać mani z użyciem jednego z moich ulubionych lakierów - China Glaze Strawberry Fields. To przepiękny odcień różu kojarzący się z sorbetem truskawkowym, uzupełniony drobnym złotym shimmerem który mieni się w słońcu jak szalony. Pięknie wygląda latem, a zimą dodaje energii. Jest naprawdę genialny i, chociaż dość drogi, to nie żałuję żadnej złotówki, bo nie znalazłam jeszcze żadnego lakieru chociaż trochę podobnego do tego. 



Mani uzupełniłam złotymi stemplami z płytki BP-L051 z wzorami przeróżnych mandali. Wybrałam akurat te bardziej geometryczne, ale szczerze mówiąc, zachwyciły mnie wszystkie i z pewnością te wzory jeszcze się na blogu pojawią. 



I jak wam się podoba? 😊

czwartek, 6 kwietnia 2017

Słodkie "porcelanki"

Dzień dobry!


Dzisiaj mam dla was różowiutki mani, który wykonałam z użyciem naklejek ze stempli. Do odbicia motywu róż użyłam płytki BP-73, którą pokolorowałam lakierem Hean 877 Fresh rasberry oraz dwoma lakierami Golden Rose: numerem 20 z serii WOW! i 21 z serii Express Dry. Lakierami tymi pokolorowałam też, odpowiednio paznokieć palca serdecznego, kciuka, i małego.(Wiem wiem, powinnam je ułożyć w ombre, ale jakoś mi to wyleciało z głowy. 😛) Bazą pod stemplowe naklejki  był lakier Essie Fiji (który widać na "wygryzionym" trójkącie). Brzeg wyciętej naklejki zakryłam cyrkoniami-perełkami z Aliexpress, i tyle. 😉 Zatytułowałam posta "porcelanki", bo cały mani kojarzy mi się z delikatną, porcelanową filiżanką. 


Lakiery Golden Rose znam dobrze i, podobnie jak wiele innych lakieromaniaczek, uważam je za moich ulubieńców: mają OGROMNĄ paletę, dobrą jakość, większość nakłada się jak marzenie... A to wszystko za bardzo niską cenę. Essie jak to Essie - przez jednych kochana, u innych stanowiąca rozczarowanie, ale u mnie Fiji sprawuje się dobrze i też nie sprawia większych problemów. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to dziwaczna konsystencja, taka jakby chropowata albo w grudki..? Efekt znika na paznokciu, ale przy pierwszej warstwie wygląda to kosmicznie dość. 

Za to nowością były dla mnie lakiery Hean. Kupiłam je "w kostce" przy okazji jakiejś promocji w Hebe. Wybrałam pastelowy zestaw składający się z numerków 881, 880, 878, 877, 874, i 831, z czego nie wszystkie miałam jeszcze okazję wypróbować, ale jak na razie jestem bardzo zadowolona. Lakiery rozprowadzają się gładko, dwie cienkie warstwy dają pełne krycie, wysychanie też oceniam na plus.


Co myślicie? 😊