niedziela, 17 września 2017

Pozłacane kropeczki.

Dzień dobry!

Po kilku dobrych miesiącach chodzenia z długimi paznokciami dopadła mnie wreszcie klątwa lakieromaniaczki.  Coś gdzieś źle chwyciłam, mokra dłoń wpadła w poślizg, i bum! Po paznokciu. I to nawet nie nadłamany, nagięty, zahaczony, czy ukruszony... Tylko normalnie złamany w pół. 😬Zaklęłam bardzo nieelegancko, zmyłam lakier, i spiłowałam całą bandę na krótko. Zmieniając przy tym kształt, bo jakoś krótkie paznokcie wolę w wydaniu prostokątnym, niż owalnym. (Też tak macie?)


Zastanawiając się, co by z tym fantem zrobić, i to na szybko, wpadłam na pomysł użycia jasnego nudziaka Golden Rose Quick Dry 08 - w połączeniu z krótkimi paznokciami wygląda bardzo schludnie i elegancko, a jednocześnie jest na tyle jasny, żeby ożywiać nieco dłonie. Taki naturalny mani postanowiłam "ubogacić" trochę złotkiem, też od Golden Rose, tym razem z linii Jolly Jewels o numerze 103. Czarne kropeczki to z kolei Golden Rose Rich Color, który świetnie się nadaje do takich zdobień ze względu na dobrą pigmentację. (Polecam go również do stempli, wzory pięknie się odbijają!) Tak więc, w sumie trochę przypadkowo, wyszedł mi taki "goldenrosowy" mani. 😜



Zdobienie, mimo że zrobione na szybcika i w nie do końca dobrym humorze, nosiło mi się przyjemnie, i aż trochę żal było mi je zmywać. A wam jak się podoba? 😉

wtorek, 12 września 2017

Henną malowane.

Dzień dobry!

Szczerze powiem, że prezentowane dzisiaj mani nosiłam bity tydzień, cały czas rozpływając się w zachwytach. 💖 Zaczęło się od tego, że bardzo chciałam wykorzystać kupiony w ostatniej chwili lakier Essence z serii Out Of Space Stories Space Glam. Już w buteleczce przepięknie się prezentował - baza w kolorze brudnego różu/lila, w której aż gęsto od drobinek opalizujących na zielono, niebiesko, nieco srebrno, ale głównie jednak na złoto. No cudo. 



 Po pomalowaniu paznokci lakier również nie zawiódł. Do pełnego krycia potrzebuje 3 cieńszych warstw (jest raczej rzadki), ale wysycha w moment i nie sprawia żadnych problemów. Niesamowicie podkreśla opaleniznę, no i oczywiście - błyszczy się jak szalony. Starałam się to jak najlepiej uchwycić na zdjęciach, stąd ich ilość w poście jest trochę większa niż zazwyczaj. 😉 Jakoś tak, kiedy zobaczyłam efekt na paznokciach, od razu pomyślałam o wzorze w typie mandali lub hinduskich zdobień mehendi. Na jednej z moich plastikowych płytek no-name mam świetny wzór, wystylizowany na ręcznie malowany, co pozwala na drobne "oszukaństwo" wszystkim tak uzdolnionym w odręcznym malowaniu, jak ja. 😜 Podsumowując, z efektu końcowego byłam całkowicie zadowolona, wyszło dokładnie to, czego chciałam (samej o tym nie wiedząc!), a do tego mani świetnie się trzymał.




A wam jak się podoba?

czwartek, 7 września 2017

Sweet kitty, little kitty...

Dzień dobry!


Mani które dzisiaj widzicie po raz pierwszy zobaczyłam w tym filmiku kanału cutepolish na YT. Wzór tej supersłodkiej, puchatej kociej mordki, od razu skradł mi serce, a przy okazji stał się sposobem na przećwiczenie malowania "z ręki". Jak widzicie nie wyszło super idealnie, ale chyba jak na pierwszy raz wystarczy. 😉


Wszystkie paznokcie pomalowałam nudziakowym lakierem Rimmel 60 seconds 500 Caramel Cupcake (nawet nazwa lakieru jest słodka!), po czym kawałkiem gąbeczki wymalowałam w środku białe, puchate kółeczko. Po wyschnięciu za pomocą cienkiego pędzelka i farbki akrylowej narysowałam w nim kocią mordkę z uszami, oraz, w przypływie inspiracji, małe łapki na środkowym i małym palcu. Całość zabezpieczyłam topem, żeby farbka nie sprawiła żadnych niespodzianek. 


I jak wam się podoba taki koci malunek? 😊

sobota, 2 września 2017

Liquid Mask - czyli dlaczego nie musimy czekać tygodniami na przesyłkę z Born Pretty. 😉

Dzień dobry!

Dzisiaj przyszła pora na posta, do którego napisania zbierałam się już dłuższy czas, od kiedy trafiłam na ten (dość stary) post na blogu mirrorowisko.pl. Zaciekawiło mnie to, i postanowiłam na własnej skórze przetestować, czy faktycznie modelarski fluid maskujący to to samo co lateks do zabezpieczania skórek. W oryginalnym poście chodzi co prawda o porównanie do słynnego Liquid Palisade firmy Kiesque, który kosztuje 14 dolarów za niecałe 3 ml! 😱 Czyli jakieś pięć dych za ilość lateksu mieszczącą się w łyżce do zupy - to ja dziękuję, nie skorzystam. Przyszło mi jednak do głowy, że przecież mój ulubiony lateks z Born Pretty również występuje w tych wszystkich fajnych kolorach co Liquid Palisade, i, jak się okazuje, Liquid Mask, podobnie też zachowuje się na skórze. Czyżby więc faktycznie była to ta sama substancja...? 


Zachęcona do przeprowadzenia eksperymentu wyszukałam Liquid Mask w internetowych sklepach modelarskich, i jak się okazało, w jednym z Gdańskich, a więc całkiem blisko mnie, dostępny był od ręki. Zapłaciłam niecałe 9 złotych za 17 ml, co jest ofertą lepszą niż ta Born Pretty, gdzie za 6 ml płacimy (w cenie regularnej) 2 dolary, czyli jakie 7-8 złotych, zależnie od kursu. Do tego dochodzi możliwość dostania produktu, jeśli nie od ręki, to na pewno w czasie krótszym, niż kilka tygodni.

Jedyna informacja o składzie znajduje się na etykiecie z tyłu buteleczki, i jest to zdanie "contains natural rubber (latex)". W sumie nie powinno to dziwić, bo w modelarstwie Liquid Mask służy praktycznie do tego samego co przy robieniu manicure - zabezpieczania małych miejsc, które chcemy uchronić przez pomalowaniem, a co nadaje się do tego lepiej, niż naturalny lateks? 😜 Nie zwalnia nas to jednak z potrzeby przeprowadzenia próby uczuleniowej! BEZWZGLĘDNIE należy najpierw ostrożnie wypróbować produkt, szczególnie taki który nie był docelowo przeznaczany do malowania/zabezpieczania skóry! (No i, oczywiście, jeśli zawiera składniki które mogą nas uczulić, ale zakładam, że osoby z alergią na lateks po prostu omijają takie produkty szerokim łukiem. 😉) Na mnie, na szczęście, po ostrożnym wypróbowaniu odrobiny na wierzchu dłoni, nie stało się nic niepokojącego, i mogłam przystąpić do eksperymentu właściwego.


Produkt sprzedawany jest w małej buteleczce "z dziubkiem", która oczywiście nijak nie nadaje się do nakładania go wokół paznokci. Dlatego przelałam część do pustej buteleczki po lakierze (bardzo dobrze umytej!) i dopiero zaczęłam malowanie. Dwa palce, dla porównania wyglądu po wyschnięciu, pokryłam lateksem z Born Pretty. Teraz kilka słów o ogólnych właściwościach Liquid Mask:

Konsystencja: dość rzadka, ale nie jest to problemem. Ładnie dociera w różnie zagłębienia, co sprawia, że nie trzeba potem doczyszczać z lakieru jakiegoś ominiętego fragmentu. Powiedziałabym, że lateks BP jest minimalnie bardziej gęsty, ale może to być po prostu kwestia tego, że używam go dłużej. Tak czy siak - formuła Liquid Mask mi odpowiada.

Schnięcie: takie samo jak przy lateksie BP Pół minuty wystarcza do wyschnięcia cienkiej warstwy, grubsza potrzebuje odpowiednio dłużej. Nie zdarzyło się jednak, żeby potrzebował powyżej półtorej minuty, chociaż nakładałam także dość grubo, "zalewająco".

Odczucie na skórze: identyczne. 😜 Lateks, tak samo jak BP, lepi do siebie palce i trzeba uważać, żeby ich nie złączyć. 


 No dobrze, a co ze ściąganiem? No więc - też świetnie! Niestety, nie udało mi się nakręcić jakiegoś sensownego filmiku (cały czas rzucałam cień ręką), więc zrobiłam serię zdjęć i skleiłam je razem "krok po kroku". 😉 Liquid Mask schodzi ze skórek całkiem gładko, zazwyczaj w jednym, zwijającym się w kulkę kawałku. Gdzieniegdzie zostają jakieś małe farfocle, ale dokładnie to samo dzieje się przy użyciu lateksu z Born Pretty. Słowem, znów oba produkty wypadają niemal identycznie.

Raz, dwa, trzy i gotowe!

Podsumowując - Liquid Mask pachnie jak lateks do skórek, wygląda jak lateks do skórek, i zachowuje się jak lateks do skórek. Na moje oko jest to więc dokładnie ta sama substancja, tylko że łatwiej dostępna i tańsza, co przemawia tylko na jej korzyść. Cieszę się, że znalazłam tego posta na blogu mirrorowisko, bo dzięki temu odkryłam lepszy sposób na zdobycie niezbędnego produktu. 😉

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Ogniście geometryczne.

Dzień dobry!


Oto ósmy i ostatni tydzień wakacyjnego projektu u Malinowej. I chociaż nie zawsze udało mi się zmalować coś na czas, to dobrze się bawiłam, wymyślając tematyczne mani. W końcowym tygodniu temat to "Geometryczne". Od razu przyszła mi więc na myśl płytka Born Pretty BP-77, zawierająca geometryczne linie i trójkąty. Jak zwykle, od końca, kiedy już wybrałam wzór, zaczęłam myśleć o bazie. 😜 Kiedy przegląda się internet można by dojść do wniosku, że takie proste linie i kąty pasują tylko do mani albo bardzo ciemnych, albo całkiem neutralnych. Na przekór tej modzie postawiłam więc na kolor i neon. 


Na jednej warstwie jasnego beżu (żeby podbić kolory) gąbeczką do makijażu wykonałam gradient lakierami Golden Rose Ice Chic 306, Golden Rose WOW Nail Color 37, oraz Orly Fruity Pink Neon (który jest pierwszym Orly w mojej kolekcji i jak na razie całkiem mi się podoba - jedyną wadą jest słabe krycie). Na tak przygotowanym tle odbiłam czarnym lakierem wzorki z wymienionej wyżej płytki. Szybko i przyjemnie, a jeśli zabezpieczy się skórki, to nie ma nawet dużo sprzątania. 😉




I co myślicie? 😊

środa, 23 sierpnia 2017

Stokrotki na błękicie. 🌼

Dzień dobry!


Niestety nie dałam rady zrobić mani na szósty tydzień projektu u Malinowej, ale w tym na szczęście udało mi się zmalować coś tematycznego. Tym razem są to kwiatki, a konkretnie - drobne stokrotki. A że białe stokrotki na błękitnym tle jakoś zawsze kojarzą mi się z letnią, "domową" sukienką (albo obrusem 😉), to mimo że nie przepadam za niebieskościami na paznokciach, jako tło wybrałam piękny, głęboki błękit MySecret z serii Chalky Matt (243). Jest to dość stara seria limitowana, która swego czasu podbiła serca lakieromaniaczek. Nic dziwnego, bo kolor jest nasycony, a nakładanie bezproblemowe. Do tego naprawdę głęboki i trwały mat -  chociaż ja zazwyczaj i tak pokrywam paznokcie nabłyszczającym topem. 


Na tym tle białym lakierem odbiłam drobne kwiatki, wybierając wzór z jednej z moich plastikowych płytek kupionych za grosze. Potem narzędziem do kropkowania i żółtym lakierem Miss Sporty Clubbing Color 140 domalowałam im środki. Miss Sporty to taki przyjemny, lekko pastelowy żółty, przyjemny w nakładaniu i dobrze kryjący. Całość pokryłam warstwą Sally Hansen Insta Dri i tyle. 😜 Letnie kwiatuszki gotowe. 




I co myślicie o takiej łączce na paznokciach? 😊

piątek, 18 sierpnia 2017

Dmuchawiec.

Dzień dobry!

Postanowiłam, że muszę w końcu zacząć wykorzystywać moje naklejki wodne. I to właściwe całe moje przemyślenia, kryjące się za tym mani. 😜 Przewracając arkusiki z przeróżnymi naklejkami, zbieranymi podczas kolejnych zakupów na Allegro stwierdziłam, że mam tego zdecydowanie za dużo, i najwyższa pora zużyć chociaż część. Wyjątkowo nie miałam ochoty na nich ekstrawaganckiego, więc wybór padł na subtelne naklejki z motywem dmuchawca, w pastelowych kolorach. A że tłem dla dmuchawca jest trójkolorowa plama, to uznałam, że taki gradient będzie idealnym uzupełnieniem pozostałych paznokci. 


Naklejkę przykleiłam na białą bazę, a na reszcie paznokci wykonałam gradient lakierami Golden Rose WOW! Color 83 (niebieski) i 20 (róż), oraz lakierem Miss Sporty Clubbing Color 160 (miętowa zieleń). Do tego, ponieważ ja to ja 😉 - pociągnęłam je jedną warstwą opalizującego na złoto-fioletowo "efektu syrenki" Color Edition by Eveline




I jak wam się podoba taki "ulotny" mani? 😊

niedziela, 13 sierpnia 2017

Mermaid look.

Dzień dobry!

Dzisiaj, wyjątkowo, przygotujcie się na duuużą porcję zdjęć. 😜 A to dlatego, że żadną mocą nie byłam w stanie uchwycić piękna i migotliwości tego mani. Motyw syreniej łuski skradł mi serce tak naprawdę od samego początku swojej popularności. Niestety, kiedy zamówiłam w sklepie BornPretty na AliExpress odpowiednie naklejki do odbicia łuskowatego wzoru, przysłano mi... zupełnie inne, geometryczne wzorki. 😒 Czekałam więc cierpliwie, aż w końcu, przy kolejnym zamówieniu, skusiłam się na płytkę hehe-005 która, obok geometrycznych plecionek i chevronów, zawierała upragniony wzorek. 





Jako że nie jestem "pyłkowa" i jakoś nie ciągnie mnie, żeby tę metodę wypróbowywać, postawiłam na uzyskanie opalizującego, mieniącego się efektu za pomocą tradycyjnych lakierów. Za bazę posłużył mi lakier Miss Sporty z serii (oczywiście) Precious Pearl, o numerze 030. To typowa perła o lekko brzoskwiniowym kolorze, opalizująca, zależnie od światła, na złoto, a czasem nieco na zielono. Nakłada się całkiem nieźle, ale - jak to perła - zostawia smugi. U mnie i tak nie było ich widać w efekcie końcowym, ale jeśli ktoś chciałby ten lakier nosić solo, to polecam nałożenie ostatniej warstwy gąbeczką. 



Na lakier bazowy nałożyłam jedną warstwę lakieru Color Edition by Eveline, bez nazwy i numerka, który upolowałam swego czasu w... Biedronce. 😉 To typowy "efekt syrenki" właśnie, mieniący się na złoto-fioletowo, przepięknie efektowny. Na tak przygotowanym tle wystemplowałam srebrnym lakierem syrenie łuski, a całość pokryłam warstwą toppera My Secret Nail Art 224 Golden Flakes. Ten lakier też jest prawdziwym cudem - pokryty nim paznokieć mieni się jak smocza łuska, na złoto-pomarańczowo. Całość wykończyłam szybkoschnącym topem i zaraz pobiegłam do okna, napawać się tym pięknym blaskiem! 


Jak wam się podoba takie podejście do syreniego manicure? 😊

wtorek, 8 sierpnia 2017

Zachód słońca.

Dzień Dobry!

Zachód słońca to temat piątego tygodnia u Malinowej, i świetnie wpasowało się to w mani, na który już od dłuższego czasu miałam ochotę. Właściwie to od kiedy, wieki temu, zobaczyłam podobne zdobienia na pintereście, po prostu musiałam zmalować coś w tym stylu.  Motyw palm na tle zachodzącego słońca jest może trochę kiczowaty, ale we mnie zawsze budzi myśl o egzotycznych wakacjach i oglądaniu morza z hotelowego balkonu. Słowem - sama przyjemność. 😜


Jako bazy pod gradient użyłam lakieru Lovely Summer Beauties 06, który kupiłam przy okazji którejś z sezonowych kolekcji Lovely. To taka typowa lekko rozbielona brzoskwinia, bardzo letnia i odświeżająca. Jest na tyle jasna, że stanowi dobre tło pod gradient w podobnych kolorach, a jednocześnie ma lepszą trwałość niż zwykła biała emalia. Nakłada się przyzwoicie, schnie w standardowym czasie.. Tylko ten zapach! O mamo, ja wiem, że lakier to chemia i zawsze będzie trochę podśmiardywał, ale tego cuda można by używać jako broni biologicznej albo środka na skunksy! 😲 Ten uroczy zapaszek ciężko jest nawet określić, ale najbliżej mu chyba do smrodu emalii do paznokci produkowanych w latach młodości naszych mam i babć. Wiecie, tego typu lakierów, które można jeszcze niekiedy znaleźć w dworcowych kioskach czy sklepach ze wszystkim i niczym. Nie wiem, co kierowało firmą Lovely, kiedy wypuszczała ten lakier na rynek, ale naprawdę, aż wstyd. 




Na bazie odbiłam gradient pomarańczowym Golden Rose WOW! Color 37, wpsomnianym już brzoskwiniowym Lovely, koralowym Pablo, i cudownym fiołkowym fioletem OPI Lost My Bikini In Molokini. Wydaje mi się, że poświatę zachodzącego słońca udało mi się nimi odtworzyć całkiem nieźle. 😉 Na gradiencie czarnym i szarym lakierem odstemplowałam palmy, a na środkowym paznokciu - wzór palmowych liści. Do obu wzorów użyłam moich plastikowych płytek, i naprawdę, uważam że zakup ich to jeden z moich lepszych paznokciowych wydatków. Nie dość że kosztowały grosze, to jeszcze pięknie odbijają, a wybór wzorów oszałamia. 


I jak wam się podoba mój zachód słońca? Bo ja, powiem szczerze, bardzo jestem z niego zadowolona. 😜

czwartek, 3 sierpnia 2017

Łapacz snów.

Dzień dobry!

Tak jak w tytule - przyszła pora na czwarty temat projektu u Malinowej. W tym tygodniu królują więc łapacze snów. Powiem szczerze, że nie jestem jakoś wielką fanką tego motywu, i przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy nie "uciec" z tego tygodnia. 😉 Ręczne namalowanie czegoś tak skomplikowanego nie wchodziło w grę przy moich antyzdolnościach, płytek z odpowiednim motywem też nie posiadam... Na szczęście w porę przypomniało mi się, że miałam gdzieś kupiony dawno temu arkusik z naklejkami wodnymi w tym klimacie! Wygrzebałam go więc z dna pudełka, przykleiłam na pociągnięty białą bazą paznokieć i... dopiero zaczęłam myśleć, co dalej. 😜


Najpierw porwałam się na ozdobienie pozostałych paznokci metodą watercolor, ale to najwyraźniej nie był mój dzień, bo kolory nijak nie chciały się ładnie zlewać i układać. Zmyłam więc wszystko oprócz paznokcia z naklejką, dochodząc do wniosku, że klucz w prostocie - i pociągnęłam pozostałe paznokcie moim ulubionym lakierem Bell ze starej serii Air Flow Lotus Effect. Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie dodała jakiegoś błysku, postanowiłam więc dodać jeszcze jeden akcentowany paznokieć. Wybrałam najlepiej wpasowujący się kolorystycznie w całość mani brokat z mojej kolekcji - Sally Hansen Xtreme Wear Rockstar Pink. I wiecie co? Zapomniałam już, jak szczerze nie cierpię tego lakieru. 😒 Nakładanie go i schnięcie to jakiś koszmar. Na zdjęciach (niestety) pięknie widać, jakie robi dziury i prześwity - chociaż był nakładany gąbeczką! Schnie bardzo długo, nawet top Insta Dri ledwo daje mu radę. Szkoda, bo jest naprawdę ładny. 

Na koniec wrzucam jeszcze zbliżenie na naklejkę - konkretnego sprzedawcy Allegro nie podlinkuję, bo już nie pamiętam, gdzie je kupowałam, ale z tego co widzę tego typu wzory oferuje wiele sklepów.


Jak wam się podoba ten kombinowany mani? 😜

sobota, 29 lipca 2017

Morskie opowieści. ⚓

Dzień dobry!


Dzisiaj przychodzę do was z mani, które wynikło z prostej myśli - "A dlaczego marynistyczne zdobienie zawsze musi być biało-niebiesko-czerwone?" No i, jak to ze wszelkimi "znanymi prawdami" bywa, okazało się, że wcale nie musi. 😉 A że miałam w swoich zbiorach przepiękne naklejki wodne z motywem kotwicy, (który, swoją drogą uwielbiam) to nie zastanawiając się długo dobrałam do nich odpowiednie kolory lakierów i tak powstał mój morski mani na przekór. 


Na środkowym palcu, jako błyskotkę, nałożyłam dwie warstwy lakieru Catrice Crushed Crystals Call Me Princess, którego używałam już wcześniej w tym zdobieniu. Jest naprawdę przepiękny, mieni się w słońcu jak szalony, a do tego jego kolor świetnie podkreśla opaleniznę. Nic, tylko żałować, że to już wycofana seria. Na pozostałych paznokciach lakierem bazowym jest Hean I Love Hean PASTEL 874 - miły, brzoskwiniowy róż, który ładnie komponował mi się z kolorem naklejek z kotwicą i lakierem Catrice. Zaskoczeniem może być dla was jedno - ukośne paski to też naklejki wodne! 😜 Nie miałam cierpliwości na czekanie, aż lakier dobrze wyschnie, a potem przyklejanie paseczków taśmy, więc poszłam na łatwiznę i wykorzystałam zachomikowane gdzieś proste naklejki z przezroczystym tłem. 


 I co myślicie o takim podejściu do morskich klimatów? 😊

poniedziałek, 24 lipca 2017

Białe koronki.

Dzień dobry!


Tym razem pora na temat trzeci Wakacyjnego Paznokciowego Projektu u Malinowej. Tematem są koronki i przyznam, że trochę byłam w kropce, bo naprawdę niewiele mam płytek czy naklejek z takim motywem. Dodatkowo, jest to w końcu WAKACYJNY projekt, więc chciałam, żeby koronki były białe - bo takie przecież głównie nosi się latem. 😉 W końcu jednak znalazłam odpowiedni wzór do odbicia na jednej z moich plastikowych płytek, a drugi (widoczny na małym palcu) stworzyłam za pomocą płytki KONAD m57


Za bazę posłużył mi lakier Golden Rose Matte Satin Nude 01, który, chociaż bardzo ładny, okropnie smuży. No ale, taki urok matowych pasteli.  Na nim wystemplowałam wzór, a całość zaczęła nasuwać mi na myśl staromodne,"babcine" koronki, często nadrukowywane na przykład na ceratach piknikowych. A skoro babcine, to postanowiłam do zdobienia dodać perełki - tak, dla urozmaicenia. Moim zdaniem wyszło całkiem udanie, a co najważniejsze, zdecydowanie letnio. 


 A wy jak myślicie? Zadanie wykonane? 😉

środa, 19 lipca 2017

Gwieździste niebo, czyli Wakacyjny Paznokciowy Projekt .

Dzień dobry!

Dzisiejszy post jest odpowiedzią na Wakacyjny Paznokciowy Projekt organizowany przez Malinową z bloga MALINOWAbeauty. Niestety informacja o tym, że Malinowa organizuje taką fajną zabawę dotarła do mnie z małym opóźnieniem, więc nie zdążyłam zmalować czegoś pasującego do pierwszego tematu. 😟 Na szczęście jednak w porę się obudziłam, i nie ominęło mnie zbyt wiele. Uff. 😉 (Swoją drogą, naprawdę polecam obejrzeć prace z pierwszego tematu, bo dziewczyny stworzyły prawdziwe cudeńka!) 


Tematem drugim jest "niebo" i dlatego niebo możecie dzisiaj na moich paznokciach zobaczyć. Chociaż z początku łącząc w głowie słowa "niebo" i "letnie", pomyślałam o takim kreskówkowym, błękitnym niebie z puchatymi, białymi chmurkami, to po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że to jednak nie to. Bo błękitne, słoneczne niebo widuję często i latem, i zimą. Ale to rozgwieżdżone, pełne życia, niesamowite i kosmiczne widywałam najczęściej właśnie w czasie wakacji, u babci, na odległej wsi, gdzie światła miasta nie rozpraszały niesamowitego widoku. I gdzie nie było "godziny policyjnej", więc nocne niebo można było faktycznie oglądać nocą. 😜


Galaxy nails robiłam już wcześniej kilka razy i szczerze przyznam, że jest to jedna z moich ulubionych metod. Jest dość szybka, daje oszałamiający efekt, a do tego nie wymaga precyzji - wręcz przeciwnie, im bardziej pójdziemy na żywioł, tym lepiej! (W końcu kosmos nie jest symetryczny przewidywalny.) Tutaj za bazę posłużył mi śliczny, ale z nieznanych mi przyczyn niedostępny w Polsce, lakier Essence Out Of Space Stories (05) Integalactic Adventure - prawdziwie kosmiczny granat ze złotym, zielonym, a momentami nawet fioletowym shimmerem. Następnie gąbeczkę do makijażu pocięłam na mniejsze fragmenty i, chwytając je pęsetą, dziabałam po paznokciach takimi kolorami, jakie akurat uznałam za pasujące. Biel, czerń, srebro, złoto, róż, fiolet, nawet zieleń... Każdy "kosmiczny" odcień będzie dobry do stworzenia waszej własnej, prywatnej galaktyki. 😉 (Warto pamiętać jedynie o tym, że biel uwypukla, a czerń dodaje głębi, więc aby uzyskać efekt trójwymiaru, czarny kolor musimy dodać "na zewnątrz" bieli.) Do tego gwiazdy - wystarczy zrobić kilka kropeczek wykałaczką i taa-daa! Gotowe. 


I co myślicie o przedstawieniu letniego nieba w galaxy nails? 😊

piątek, 14 lipca 2017

Marble nails, czyli marmurki.

Dzień dobry!

Marble nails od dłuższego czasu zdobywają szczyty popularności, a na instagramie, pintereście, czy youtube można znaleźć dosłownie setki tutoriali, które pokażą nam, w jaki sposób możemy osiągnąć ten "efekt marmuru". W końcu i mnie skusiła ta moda, i postanowiłam po raz pierwszy poeksperymentować z marmurkami. Wybrałam metodę z użyciem farbki akrylowej, bo, szczerze przyznam, nigdy też jej nie używałam, i uznałam, że czas najwyższy się z nią zapoznać! 😉 


Najpierw na białej bazie zwiniętą w kulkę folią spożywczą zrobiłam "ciapki". Następnie cienkim pędzelkiem domalowałam marmurkowe żyłki, rozcieńczając farbkę wodą żeby uzyskać lekko rozmazany, naturalny efekt. Nie wiedzieć czemu z marmurem najbardziej kojarzy mi się kolor bladoróżowy , więc pozostałe paznokcie pomalowałam moim najnowszym nabytkiem: Catrice Iconails 29 Donut Worry Be Happy!. To dość uniwersalny, pastelowy róż, ładnie podkreślający opaleniznę. Co do nakładania... Hmm, nowe formuły Catrice jak dotąd mnie oczarowały - są gładkie, kremowe, i faktycznie wystarcza im jedna warstwa. Donut Worry... wyróżnia się na ich tle, niestety, negatywnie. Pierwsza warstwa okropnie smużyła (a w teorii to przecież jednowarstwowce!), a sam lakier jest dziwnie gęsty. Nie wykluczam jednak, że to po prostu wina jakichś ciekawskich rączek, które otworzyły lakier w drogerii. 😕 Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym na tym różu poprzestała, więc dla błysku dorzuciłam warstwę Essence The Gel 04 Our Sweetest Day. To typowy, jasnoróżowy shimmer, pasujący do większości zdobień, a jednocześnie na tyle dyskretny, że nadaje się do spokojnych, "biurowych" mani. 



I co myślicie o mojej próbie?  😊

niedziela, 9 lipca 2017

Holograficzny beż.

Dzień dobry!


Mają wszyscy - mam i ja! 😊 Mowa oczywiście o lakierze Golden Rose Holographic, których seria zrobiła furorę w internecie. Przyznam szczerze, że nie jestem jakimś ogromnym fanem "klasycznego" srebrnego efektu holo i Golden Rose kupiło mnie głównie tym, że oferowało dość bogaty jak na polski rynek wybór kolorów. Koniec końców padło na beżowy numer 02, który zachwycił mnie tym właśnie, że w cieniu wydaje się być dość niepozornym, może trochę metalicznym beżem. Za to w słońcu... WOW.


Słońca w ogóle ostatnio brakuje na Pomorzu, więc niestety, zabrakło go i na zdjeciach, ale starałam się, jak mogłam, żeby uchwycić ten cudowny efekt holograficznej tęczy. O samych lakierach nie będę się rozpisywać, bo w świecie lakieromaniaczek wszystko już chyba na ich temat powiedziano. 😉 Kosztują 19.90 w sklepach GR i w sklepie internetowym, a buteleczka jest dość spora (tego samego kształtu i pojemności co seria Ice Chic), więc cenowo prezentują się naprawdę korzystnie. Nakładają się przyjemnie, nie robią smug, a dwie warstwy dają przyzwoite krycie. Wybredni mogą jednak potrzebować i trzeciej, bo po dwóch dociekliwe oko może dopatrzeć się prześwitujących końcówek. 


Oczywiście sam holograficzny mani wydał mi się zbyt nudny. 😜 Jako akcent dodałam więc samodzielnie wykonane naklejki w kształcie gwiazdek. Po prostu czarnym, błyszczącym lakierem namalowałam prostokąt na macie silikonowej, a gdy dobrze wysechł, ozdobnym dziurkaczem wycięłam z niego motyw gwiazdek.


I jak wam się podoba? 😉

wtorek, 4 lipca 2017

Żarówiasty aztec chevron.

Dzień dobry!

Tym razem zaserwuję trochę odpoczynku od cukierkowych klimatów, ale pozostaniemy w energetyzujących letnich kolorach. 😉 Neonowa żółć w odcieniu kamizelek BHP nie jest moje moim najukochańszym kolorem, ale bardzo jej połączenie z czarno-białymi, geometrycznymi wzorami. Neon, który widzicie w dzisiejszym mani to Golden Rose Ice Chic 306, i - jak chyba każdego koloru z tej serii - nakładanie go to przyjemność. Z dodatkiem białej bazy kryje w pełni w dwóch warstwach i naprawdę "daje po gałach" jak należy. Wydaje mi się, że na zdjęciach dobrze widać, jaką ma moc. 😜


Palce środkowy i serdeczny to stemplowe "naklejki" wykonane z użyciem płytki goszczącej również w poprzednim poście BP-L048 (nie żartowałam mówiąc, że ją uwielbiam!). Czarnym lakierem dobiłam na macie silikonowej wzór, wypełniłam co drugi pasek neonowym lakierem i pociągnęłam całość lakierem bezbarwnym. Po wyschnięciu ostrożnie nakleiłam na białą bazę, oczyściłam skórki, i zabezpieczyłam warstwą topu. Mani nosiło mi się dość przyjemnie i planuję kiedyś wrócić do tego designu, może tym razem z innymi kolorami...? 


Co myślicie? 😊

czwartek, 29 czerwca 2017

Złoto i róż.

Dzień Dobry!


Róż i już. 😜 Nie ma chyba koloru, który lubiłabym na paznokciach bardziej. Jednym z moich letnich ulubieńców jeśli chodzi o "różowy efekt WOW!" jest lakier z (od niedawna już nieistniejącej) serii Catrice Crushed Crystals. Ma on nazwę Call Me Princess i, szczerze mówiąc, to mówi wszystko. To prześliczny, brokatowy, złoty róż. Nie przypomina jednak tak modnego ostatnio koloru rose gold (który, tak nawiasem, kompletnie mi się nie podoba), a raczej opalizujący na złoto, rozświetlający róż do policzków.  Lakier ma piaskową, chropowatą teksturę, która jest na tyle mocna, że pozostaje nieco wyczuwalna pod jedną warstwą topu. Kryje po dwóch warstwach, wysycha bardzo szybko (jak chyba wszystkie "piaski"), i daje iście królewski blask. Starałam się go uchwycić na zdjęciach, ale, jak to bywa, pełną moc osiąga dopiero w intensywnym słońcu bądź sztucznym świetle. 


 I chociaż wspomniałam wcześniej, że Call Me Princess to mój ulubieniec, to jednak używam go rzadko, jak z resztą wszystkich brokatowych lakierów. Doświadczone lakieromaniaczki domyślą się dlaczego. Tak, tak, zmywanie go to typowy brokatowy koszmar. Nawet metoda "na folię" zajmuje wieki. No ale, czego się nie robi, dla efektownego mani. 😉 



 Pozostałe paznokcie pomalowałam lakierem My Secret Chalky Matt Pink, który, chociaż matowy, jakoś wolę w wersji pokrytej topem. Złote (i jeden różowy) stemple pochodzą z płytki Born Pretty BP-L048, którą mam od niedawna, ale już zdążyłam pokochać całym sercem. 💗 Jest prześliczna i świetnie odbija wzory. 



I jak wam się podoba?  😉